Wpisy pokazane są w porządku chronologicznym, najstarsze wpisy są na górze, a najnowsze na samym dole, zatem wygodnie jest czytać całość, od góry do dołu :)
Jeżeli chcesz, to przełącz tak, aby najnowsze wpisy były na górze, a im dalej tym starsze :)
 
 
 
Wyruszamy!
2013-04-28 06:30

Pierwszy dzień, pierwsze wyjście z portu. Postanowiliśmy wyjść raniutko, jak tylko pojawią się pierwsze promyki słońca. Planujemy dopłynąć na Siros.

Wczoraj była cała masa wrażeń, przygotowań przed wypłynięciem, ostatnia analiza map, pogody, locji itp. W rezultacie położyliśmy się spać już po północy, o 0100. Udało się jednak i wstaliśmy jak jeszcze było ciemnawo, o 0430. Szybkie, małe śniadanko, jakiś prowiant i picie na drogę, ostatnie przygotowania łódki i… w drogę :)

Pogoda przyjemna, ale bez rewelacji. Jest wcześnie, zachmurzenie 3/4, wiatr SSW 3 węzły.

Siłą rzeczy zanosi się na to, że nie tylko z portu będziemy wychodzić na silniku.

Silnik (motogodziny): 25610. Log: 13 607.

 
W drodze
2013-04-28 07:45
GPS: 37.628330 / 24.118330 Zdjęcia w Panoramio

Po wyjściu z portu niewiele się dzieje, za sobą pozostawiliśmy już długaśną wyspę Makronisos, nazwaną przeze mnie Mikronezją (nie wiem czemu, tak po prostu).

Przed chwilą odbiliśmy nieco w lewo, kierujemy się kursem 136.

Wiatr prawie taki sam, SW, tyle, że nieco przybrał na sile i osiągnął 6 węzłów. Nadal jednak za mało, żeby popływać, tym bardziej, że te 6 to tak bardziej w pikach osiąga :)

Pozostało nam się delektować widokami oraz zaprzyjaźniać z naszą Macavą.

0745

 
Tea time i łapanie wiatru w żagle
2013-04-28 09:25
GPS: 37.531670 / 24.221670 Zdjęcia w Panoramio

Morze spokojne, widoki piękne, tłoku nie ma. Przyglądamy się napotkanym z rzadka rybakom, oglądamy niebo a na nim cirrusy haczykowate. Wiatr nieco odkręcił na S, ale ciągle oscyluje w granicach 5-6 węzłów.

Nadeszła pora tea-time, zatem uraczyliśmy się ciepłą herbatką. Nie wiem, czy wskutek tej herbaty, czy też może w wyniku zwykłej nudy, ale postanowiliśmy postawić żagle.

Efekt - mizerny. Mimo, że trochę tuningowaliśmy, trochę dmuchaliśmy, a chyba nawet coś zaśpiewałem, to musieliśmy dać za wygraną. Ponownie włączamy katarynę i zrzucamy żagle. Wracamy do ustalonej na początku prędkości przelotowej 5-5.5 węzła.

Log: 13 623.

0925 0925 0925

 
Problemy z autopilotem
2013-04-28 14:00
GPS: 37.428330 / 24.715000 Zdjęcia w Panoramio

Pierwszy dzień, pierwsze awarie… Ciekawe, co będzie później :)

Będąc na łódce we dwójkę czasem warto oderwać się od steru. A czasem po prostu wygodnie sobie usiąść obok, nadzorując okolicę i kierunek, a trzymanie kursu zostawić autopilotowi.

Jak się jednak okazuje, to także zawodne urządzenia. Poprosiłem Felę do pomocy przy linach, zatem była zmuszona opuścić swoje miejsce na ławeczce przy strerze. Zresztą, bądźmy szczerzy… nic się nie działo, to pewnie się ucieszyła, bo coś się dzieje. Po jakichś 10-15 sekundach okazało się, że łódka zaczyna kręcić, generalnie przestała trzymać kurs. Jeden sus do steru i okazuje się, że autopilot jest wyłączony. Szybko też okazało się, że nie da się go włączyć.

"Czas przejść na ręczne sterowanie" - pomyślałem. Nie pozostało nic innego, jak obsadzić stanowisko, zatem Fela wróciła na "swoją" miejscówkę. Ja tymczasem postanawiam poszukać źródła problemu.

Na wszelki wypadek, bez przekonania, odkręciłem magiczny kapsel na kolumnie sterowej myśląc, że może zobaczę jakieś zerwane sterociągi, łańcuch od autopilota albo inną katastrofę. Tak na wszelki wypadek, bo objawy na to nie wskazywały. Nic nie burczało, nic nie rzęziło. W środku czyściutko. A autopilot cały czas nie zmieniał zdania i nie reagował na wciskanie guzików.

Drugim źródłem problemu mógł byś jakiś bezpiecznik. Nie mógł to być problem rozładowanych akumulatorów, bo prawie cały czas szliśmy na silniku, ale może jakiś się przepalił lub obluzował? Sprawdziłem obie skrzynki, ale wszystkie były bez skazy.

Nie pozostało nic innego, jak zastosować patent informatyka - wyłączyć i włączyć. Co też i uczyniłem. Całkowite odłączenie jednak niewiele pomogło. Autopilot był nieczuły na zainteresowanie z naszej strony. Wtem zauważyliśmy kolejny problem - brak odczytu z głębokościomierza. Nic, tylko kreseczki. A jeszcze przed chwilą pokazywał. Było głęboko, więc mielizny się nie obawiałem, ale o co chodzi??? Od razu skojarzyłem fakty. Grzebanie w skrzynce z bezpiecznikami! Być może któryś rozłączyłem??? Idę na dół i weryfikuję. Nic nie znajduję. Wszystko w porządku. Mając nadzieję, że może potrzebował chwilę na kalibrację zaczynam się w niego wpatrywać.

Wtem przyszedł nam do głowy pomysł. Według mapy byliśmy na głębokości ok 250 metrów. Ostatnie wskazania, które pamiętaliśmy były mniejsze, jakieś 150 - 180m. Moment, w którym straciliśmy wskazania pokrywał się z przekroczeniem bariery 200 metrów. Może zatem echosonda ma pewne ograniczenia i stąd brak wskazania. Coś jak "za głęboko, żebym coś pokazał"?

Może tak, może nie. Faktem jest, że milczał. Zrobiśmy krótką naradę. Wniosek był jeden - trzeba zadzwonić do armatora (Navigare Yachting). Im wcześniej tym lepiej, bo może coś przygotują i uda się naprawić. Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Zadzwoniłem i poinformowałem o problemach z autopilotem. Umówiliśmy się, że w Finikas ktoś do nas podejdzie. Przy okazji pytam o głębokościomierz i jaka jest głębokość graniczna. Okazuje się, że faktycznie… 200 metrów :)

Log: 13 653.

 
Mielizna
2013-04-28 14:50
GPS: 37.403330 / 24.793330 Zdjęcia w Panoramio

Ostatnia godzina upłynęła na wyczekiwaniu płytszej wody. Ciągle byliśmy ciekawi, czy głębokościomierz jest popsuty wskutek (np) mojego grzebania w skrzynce z bezpiecznikami, czy też faktycznie po prostu jest za głęboko.

W pewnym momencie coś drgnęło. Zamiast kresek zaczęły się pojawiać cyfry. Z początku chaotycznie, potem jakoś zaczęły się uspokajać. "Efekt kalibracji" pomyślałem i doszedłem do wniosku, że trzeba mu dać chwilę na stabilizację.

Ta jednak nie chciała nadejść. Wskazania skakały, pokazując raz więcej raz mniej. Jednak tendencja była jasna - wskazania malały. Już samo to było dziwne, bo zarówno mapy cyfrowe (na łódce i nasza) jak i papierowe mówiły, że nic takiego nie powinno mieć tu miejsca. Pozostawały dwie możliwości - albo nie jesteśmy tu, gdzie myśleliśmy że jesteśmy, albo głębokościomierz wariował. Pozycję było łatwo zweryfikować i pomyłki nie było. Zatem został głębokościomierz. Mimo takich wniosków wstałem i zacząłem się uważnie rozglądać dookoła oraz w morze pod nami. Nic niepokojącego nie zauważyłem. W międzyczasie, gdy ja się rozglądałem głębokość doszła do 20 metrów, potem 10, a następnie 5. Gdy pokazała 0 byłem już pewien. Głębokościomierz zwariował. Wniosek oczywisty, bo odbierając łódkę dopytałem się skąd jest robiony pomiar. Ponieważ był robiony od lustra wody, to żebyśmy mogli spokojnie płynąć, to musiał wskazywać 2m. Wartość "0" oznaczałaby, że nie tylko jesteśmy na mieliźnie, ale że jesteśmy nieźle zakopani :)

Suma sumarum, kończąc opowieść dnia, głębokościomierz w końcu się skalibrował, i już takich numerów nie robił. Trzeba jednak przyznać, że zapewnił wrażenia i już nie było nudy na pokładzie :)

Log: 13 658.

 
Finikas - pierwszy postój
2013-04-28 16:30
GPS: 37.396965 / 24.876850 Zdjęcia w Panoramio

Wreszcie dotarliśmy. To był długi dzień. Nie tylko ze względu na 10 godzin, w czasie którego zrobiliśmy 55 Mm. To przede wszystkim wynik wrażeń i przygód. Jednak zanim oddaliśmy się rozkoszy tego miejsca trzeba było zaparkować.

Próbujemy wezwać kogoś z portu przez radio kilkukrotnie, ale bez rezultatu. Cisza. Nic to, nie przejmujemy się, przecież to żadna tragedia.

W tym, że to nie problem upewnił nas widok nabrzeża - puściutkie, tylko jeden jachcik stoi longside. Chwila zastanowienia i zamiast rufą decydujemy się także podejść longside. Poszło gładko.

W czasie, gdy robimy klar z cumami podjeżdża człowiek z mariny. Stwierdza, że w zasadzie powinniśmy stanąć na kotwicy z dziobu i cumki z rufy. Potem wyjaśnia się, że nie odpowiedział na radiu, bo go po prostu nie było w biurze.

  • Przestawię łódkę - proponuję.

  • Nie ma problemu, proszę stać. Spodziewam się, że dziś sporo jachtów nas odwiedzi i wtedy, jak będzie potrzeba, to się przestawicie - odpowiada. Tę informację, prośbę oraz stwierdzenie, że "nie teraz" mieliśmy słyszeć jeszcze kilka razy tego dnia.

Faktycznie, przypłynęło jeszcze kilka łódek, jednak teraz już wszystkie były instruowane, żeby stawać rufą do nabrzeża. Suma sumarum, miejsca nie zabrakło i nie musieliśmy się przestawiać.

Sam port odbieram bardzo przyjemnie. Zapamiętaliśmy bardzo czystą wodę, sympatyczną obsługę.

A z informacji praktycznych: za postój, wodę, prąd oraz prysznic dla jednej osoby zapłaciliśmy 10 €. Druga umyła się gratisowo, w geście prezentu od obsługi mariny.

Pozbieraliśmy się, posprzątaliśmy, umyliśmy i idziemy na kawę. Albo innego drinka. Przecież trzeba to jakoś uczcić :)

Log: 13 662.

Przebieg (dzień 1): 55 Mm, 10 godzin.

 
Dzień drugi - kierunek Paros
2013-04-29 07:00
GPS: 37.396965 / 24.876850 Zdjęcia w Panoramio

Pobudka, jak to na urlopie. Wczesna. O 0700 wyruszamy. Opuszczamy sympatyczne Finikas. Dziś kierujemy się w stronę wyspy Paros. Jeszcze przed wyjazdem Fela namierzyła tam knajpę, która dobrze wróży.

Prognozy na dziś są. I to tyle na ten temat, bo zapowiada się, że znowu odpalimy silnik zamiast żagli. 2, w porywach 3 węzły nie wróżą szaleńczej żeglugi. Dobrze, że przynajmniej mamy blisko.

Log: 13 662.

 
Macava : Autopilot (1 : 0)
2013-04-29 09:15
GPS: 37.236670 / 24.973330 Zdjęcia w Panoramio

Od wczoraj nauczyliśmy się już korzystać z autopilota. Umówiony przez armatora technik przyszedł wczoraj wieczorem. Stwierdził ni mniej ni więcej, że w zasadzie to musiałby wymienić panel sterujący, bo ten po prostu się zużył/popsuł. Znazł jednak rozwiązanie zastępcze, które testujemy przez ostatnie dwie godziny. Otóż należy wciskać guziki tak długo, aż załapią. Nie to, że mocno, czy coś. Normalnie, tylko 5 albo i więcej razy. Jak do tej pory metoda się sprawdza. Wreszcie można się poopalać…gdyby ktoś chciał :)

0915

Log: 13 676.

 
Problemy z silnikiem
2013-04-29 10:50
GPS: 37.073330 / 25.088330 Zdjęcia w Panoramio

Kataryna gra, my mkniemy z prędkością 5 węzłów. Stan morza 0, co oznacza ni mniej ni więcej jak to, że jest płaskie jak stół. Delektujemy się tą chwilą, gdy nagle silnik dostał jakichś dziwnych drgawek. Zmieniła się też jego barwa. Niby niewielka zmiana, ale oboje to wyczuliśmy. Wstaję, żeby zerknąć na chłodzenie, ale jak tylko wychylam się za rufę, to widzę, jak jesteśmy w plamie "czegoś". Wygląda to jakby resztki rybne w połączeniu z malutkimi muszelkami i czymś jeszcze. Wygląda jakby silnik się czegoś nałykał. Sprawdziłem chłodzenie, mam wrażenie, że coś mu stoi w gardle, ale działa.

Postanawiamy zmniejszyć prędkość. Silnik nieco się uspokaja, ale cały czas czuć, że coś mu dolega. Tak, jakby miał delikatne dreszcze i zapalenie gardła. Obserwujemy uważnie co i jak i kierujemy się w stronę portu. Już niedaleko.

1050

Log: 13 687.

 
Paroikia, Paros
2013-04-29 12:00
GPS: 37.087486 / 25.151890 Zdjęcia w Panoramio

Po drodze do portu silnik nieco się uspokoił, w każdym razie na tyle, że byłem o niego spokojny. Co nie zmienia faktu, że w porcie zafunduję mu płukanko.

Paroikia na Paros to miasteczko portowe, z małym wewnętrznym porcikiem, gdzie kilka jachtów oraz rybackich łódek się zmieści. Dodatkowo można stawać po zewnętrznej stronie pirsu. Tu jednak trzeba nadmienić, że tuż tuż stają statki, które kursują pomiędzy wyspami. I o tym, że podczas manewrów potrafią zrobić falę. Zresztą, podczas podchodzenia do wyspy też trzeba na nie uważać. Można zejść im z drogi, byle nie za bardzo, gdyż trzeba uważać, żeby fala nie rzuciła nas o skały. Bo to, że pobuja, to raczej pewne :)

Wchodzimy do portu w towarzystwie właśnie takiego jednego agenta, stąd powyższe uwagi piszę w oparciu o nasze doświadczenie :). Mamy szczęście i stajemy na ostatnim miejscu po wewnętrznej stronie. Wiatr odpychający nas od nabrzeża, stajemy rufą do pirsu, muring z dziobu (po zewnętrznej stronie pirsu trzeba stawać na kotwicy z dziobu + cumki z rufy na ląd).

Po zakończonym manewrze, gdy już stoimy okazuje się, że Fela skręciła nieco kolano, skutkiem czego omijanie koła sterowego bądź też wychodzenie po trapie jest uciążliwe. To jednak wytrzymały model i po chwili, nieco kulejąc, opuszcza łódkę.

W międzyczasie jeden z naszych sąsiadów opuszcza porcik, co stwarza okazję do zrobiena sweet-foci naszej Macavy.

Więcej o Paroikia w mini-locji.

Log: 13 692. Przebieg (dzień 2): 30 Mm, 5 godzin. Przebieg (sumaryczny): 85 Mn, 15 godzin.

1200 1200 1200

 
TRATA (Paroikia, Paros)
2013-04-29 18:00
GPS: 37.086200 / 25.153906 Zdjęcia w Panoramio

Pierwotne plany zakładały, że wpadamy do Paroikia, jemy obiadek w Tracie, a potem płyniemy dalej do zatoczki. Życie potoczyło się inaczej i kolano, które jeszcze nie wydobrzało oraz obiad, który możemy spożyć dopiero po południu spowodowały odpuszczenie zatoczki i pozostanie na wyspie na noc. Nie bez znaczenia są prognozy, które zapowiadają powrót meltemi.

Koniec końców, zostaliśmy. I nie żałuję. Wynaleziona przez Felę knajpa - Trata - okazała się być miejscem, do którego warto było przypłynąć. Wprawdzie sama z siebie nie jest bezglutenowa, ale prowadząca ją rodzina świetnie zna zagadnienie. Otóż córka gospodarzy jest uczulona na gluten, stąd doskonale znają sobie sprawę na czym polega prawidłowe przygotowanie potrawy, czego nie można dodawać oraz do czego może prowadzić zluzowanie reguł. Mało tego, córka stoi na czele organizacji zrzeczającej osoby chore na celiakię :).

Gospodarze okazują się być bardzo sympatyczni, co powoduje, że nie tylko jemy tam pyszny obiad, ale jeszcze dodatkowo wdajemy się w rozmowę, poznając niemal historię ich życia :)

1800

 
Płukanko
2013-04-29 22:00

Mimo, że plaża pełna jeżowców, dojście do niej niezbyt sympatyczne (wzdłuż drogi), miasteczko całkiem głośne i tłoczne, to miło spędziliśmy dzień. Szczególnie obiad w Tracie należy zaliczyć do udanych.

Po powrocie na łódkę rozważamy różne warianty. Korci nas wycieczka na Sifnos, ale prognozy wcale nie odpuszczają. Biorąc pod uwagę ogromną regularność meltemi, które obserwowaliśmy ostatnimi tygodniami należy się spodziewać, że i tym razem końcówka tygodnia będzie obfitować w wiatr.

Odpuszamy Milos, jako całkowicie poza bezpiecznym zasięgiem. Ostatecznie decydujemy się na Livadion na Sefirosie.

Zostało mi zatem teraz już tylko jedno - silnik. Wyciągam instrukcje jachtowe, znajduję odpowiednią i studiuję nasz egzemplarz. Rozbieram i już widzę, na co cierpiał silnik. Niemal cały filtr był zapchany wodorostami, jakimiś resztkami czegoś oraz miazgą muszelkową. Funduję mu płukanie, składam spowrotem, uruchamiam silnik. Wszystko działa, a co ważniejsze ustąpiły drgawki i wróciła normalna melodia. Ostateczna weryfikacja będzie jutro, bo teraz silnik pracuje tylko na luzie.

2200

 
Dzień 3 - kurs na Serifos
2013-04-30 07:45

Ciąg dalszy nastąpi, jak tylko wprowadzę dane z kartek...