3: 2015-11-24 11:00   Dzień drugi

Jak już opuściliśmy Kanary, o czym pisałem wczoraj, to żegluga stała się duzo przyjemniejsza. Za dnia życie socjalne, a w nocy jednoosobowe wachty. Nie widzieliśmy nowych morskich stworzeń od poprz...
Czytaj dalej

 
Dzień drugi
2015-11-24 11:00
GPS: 25.835220 / -19.094870 (Gdzieś na oceanie...)

Jak już opuściliśmy Kanary, o czym pisałem wczoraj, to żegluga stała się duzo przyjemniejsza. Za dnia życie socjalne, a w nocy jednoosobowe wachty. Nie widzieliśmy nowych morskich stworzeń od poprzedniej relacji, ale dziś, 200 mil od brzegu, na łódce, widziałem muchę. Żywą, żeby nie było, że trupa wwozimy na Cabo Verde. I tak nie wiem, czy ją zgłosimy, bo jeszcze będziemy musieli przechodzić kwarantannę. Ale w sumie, to pasażer na gapę, to uznam, że nic o niej nie wiem.

W nocy mieliśmy ładną pogodę. Pokropiło od czasu do czasu, wiatr trochę osłabł, trochę przybrał na sile, ale generalnie nie wiało więcej niż 30 węzłów, kierunek wiatru stabilny, z pólnocnego wschodu (tylko z drobnymi fluktuacjami), stan morza akceptowalny i, pomijając kolebanie (niekiedy uciążliwe), koniec końcow przyjemy.

Idziemy niemal cały czas baksztagiem, głównie na genui. Raz nawet było sens postawić grota, trochę na nim poszliśmy, ale zrzuciliśmy po wejściu w mocno szkwalistą strefę.

Wczorjsze połączenie satelitarne przebiegło bez najmniejszych zakłóceń. Sygnał doskonały, a i prędkość transmisji świetna, jak na tę technologię. Zrobię oczywiście jeszcze jakiś doktorat z tego, ale to potem, na razie dobre wieści, że jest tak, jak miało być - działa :)

Windyty 25.835220, -19.094870 z 2015-11-24 09:00

Wiatr:

Zafalowanie:

Ciśnienie: