1: 2015-11-18 00:40   Pakowanie

Tym razem wyprawiamy się na Atlantyk. Robimy wyprawę (one-way) z Wysp Kanaryjskich na Cabo Verde. Sam przelot zajmie nam ponad tydzień (wszystko zależy od warunków, ale szacuję, że ok 8-10 dni), a ...
Czytaj dalej

 
Pakowanie
2015-11-18 00:40
GPS: 28.401170 / -16.323330 (Radazul)

Tym razem wyprawiamy się na Atlantyk. Robimy wyprawę (one-way) z Wysp Kanaryjskich na Cabo Verde. Sam przelot zajmie nam ponad tydzień (wszystko zależy od warunków, ale szacuję, że ok 8-10 dni), a potem mam nadzieję, że odwiedzimy kilka ciekawych miejsc na Wyspach Zielonego Przylądka.

Armatorem jest Alboran Charter, w roli agenta wystąpił Blue Sails, a szczególne podziękowania należą się p. Łukaszowi z firmy SupraSAT (więcej napiszę w późniejszym terminie)

W porównaniu z poprzednimi naszymi marzeniami, ta wyprawa jest nietypowa. Nie będziemy się bowiem włóczyć od zatoki do zatoki, od portu do portu, tylko największą przygodę będzie stanowić przelot - 800-900 mil morskich (ok. 1500-1600 km) bez lądu, tylko Ocean i my. Stare wilki powiedzą, że to nic wielkiego, bo tam pasaty, bo tam w plecy wieje itp itd, ale to my tam będziemy i to będzie nasza przygoda :)

Jak już dopłyniemy do Cabo Verde, to będziemy musieli się odprawić. Biorąc pod uwagę różne źródła (do których dotarłem), to proces przebiega różnie, różnie kosztuje (od 1 euro za rejestrację do 55 euro za wizę) i różne daje możliwości. Cóż, przetestujemy na własnej skórze...

Do dyspozycji będziemy mieli tylko jedną marinę - Mindelo na wyspie São Vincente. W pozostałych miejscach będziemy stawać na kotwicy. Ciekawie też zdajemy łódkę, bo na wyspie Sal, w Palmeirze. Tam musimy stanąć na kotwicy, a całą resztę, czyli wynieść się na brzeg (z bagażami), zatankować itp... obsłużyć za pomocą pontonu. Mówiłem, że wyprawa nietypowa? Zapowiada się ciekawie :)

Większość tych "inności" wynika też z faktu, że musimy zaplanować zaprowiantowanie i całą resztę na praktycznie 2 tygodnie. W szczególności na pierwsze 10-12 dni (żeby był zapas) musimy mieć wodę, żelazne zapasy żeby przetrwać, a w praktyce - na całe 2 tygodnie, bo na wyspach (tu też się opieram na relacjach, do których dotarłem) w praktyce niewiele jest. Życie zweryfikuje, ale na razie mam obraz naszej wsi sprzed 20-30 lat. Większość towarów (w tym żywnościowych) importują z kontynentu, a co za tym idzie, nie tylko dostępność jest kiepska (bo transporty nie są codziennie), ceny wysokie a i świeżość już nie ta... Zobaczymy.

Analogicznie zabezpieczenie meteorologiczne i bezpieczeństwo. Na jachcie będzie EPIRB, czyli w razie nieszczęścia będzie można krzyknąć o pomoc. Będzie też radio (UKF), ale z tego na oceanie będzie średni pożytek (tylko, gdyby ktoś płynął niedaleko i usłyszał). Z tego też powodu oczywistym stało się wyposażenie w telefon statelitarny - w zakresie łączności telefonicznej oraz przesyłu danych (możliwość ściągnięcia aktualnych komunikatów pogodowych, gribów, czy nawet komunikacji mailowej). To wszystko w ograniczonym zakresie, wynikającym z samych ograniczeń telefonii satelitarnej. Temat jest (moim zdaniem) ciekawy i zasługuje na szczegółową analizę, której to mam zamiar poświęcić jakiś zupełnie odrębny post.

Windyty 28.401170, -16.323330 z 2015-11-18 00:00

Wiatr:

Zafalowanie:

Ciśnienie: