Najnowsze wpisy są na samym dole, zatem wygodnie jest czytać całość, od góry do dołu :)
Jeżeli chcesz, to przełącz tak, aby najnowsze wpisy były na górze, a im dalej tym starsze :)
 
 
 
Plan podróży
2012-10-30 21:40

Zapowiada się ciekawa podróż…

Startujemy ze Słowenii, z mariny Izola (zobacz więcej o Izoli w mini-locji).

Jeżeli pogoda i humory dopiszą, to odwiedzimy jeszcze kilka innych miejsc, np:

Lignano

czyli ponoć najlepsza plaża i najlepszy piasek na włoskim wybrzeżu. Nie wierzycie? To sami sprawdźcie, co google ma do pokazania. A może ktoś woli panoramio?

Więcej w mini-locji.

Caorle

Plan zakłada, że płynąc w jedną stronę, zatrzymamy się we wspomnianym wyżej Lignano, a w drugą w Caorle. O tym, gdzie zawitamy, zadecydują warunki podróży, pogoda, stan wody oraz humory.

Więcej w mini-locji.

Być może zamiast Caorle zaliczymy Porto di Piave Vecchia - zobaczymy :)

Triest

Tu być może uda się zajrzeć. Jest to element nice to have.

Wenecja

Wenecja - czyli cel, do którego dążymy.

Więcej w mini-locji.

 
Dane naszej łajby
2012-10-31 14:09
GPS: 45.534882 / 13.652143 Zdjęcia w Panoramio

Mamy już informację o naszej łódce. Kilka, najważniejszych poniżej:

Elan 394 Impression - Orca V.

  • Producent: Elan Marine
  • Rocznik: 2012
  • Długość: 11,9m
  • Szerokość: 3.91m
  • Zanurzenie: 1.8m
  • Kabin: 3
  • Toalet: 2
  • Rodzaj grota: pełnolistwowy
  • Silnik: 30 HP
  • Zbiorniki wody: 512 l
  • Zbiornik paliwa: 165 l
  • Dwa koła sterowe

Z ciekawszych rzeczy (poza standardowym wyposażeniem), które powinniśmy zastać, to:

  • ster strumieniowy (już się chyba staje standardem w nowych łódkach)
  • odtwarzacz CD i DVD
  • ogrzewanie

Czarter robiliśmy przez firmę morka.pl w firmie czarterowej Adria Service d.o.o. Słowenia.

 
Zdjęcia z rejsu Orcą V!!!
2013-05-04 21:43

Orca V - jaka to łódka?

Też się zastanawiałem, widziałem tylko kilka zdjęć z firm czarterowych. Okazuje się jednak, że pojawił się nowy materiał - relacja osób, które zorganizowały sobie sylwestera 2012. Startowali z Izoli i płynęli… do Wenecji. Niesamowity zbieg okoliczniości, prawda? :)

Kto ciekaw, jak wygląda łódka, to niech looka na ich galerię.

A kto chce poczytać, jak u nich było, niech poczyta relację Silvestr 2012, 29.12.2012 - 2.1.2013 :)

 
Dotarliśmy
2013-09-07 15:00
GPS: 45.533501 / 13.653780 Zdjęcia w Panoramio

Dotarliśmy na miejsce startu w okolicach 14:00. Był czas, żeby się rozejrzeć przed przejęciem łódki.

Samo przejęcie odbyło się bez problemów, choć zauważyliśmy drobne defekty techniczne samej Orki. O tym potem. Teraz już jest późno, zatem kilka zdjęć. Łódka faktycznie jest bardzo ładna!

0-00 0-00 0-00 0-00 0-00 0-00 0-00

 
Przeprawa do Lignano
2013-09-08 23:00
GPS: 45.702040 / 13.145760 Zdjęcia w Panoramio

Dzisiejszą podróż postanowiliśmy rozpocząć tradycyjnie, skoro świt. Tu jednak pływy dały o sobie znać, bo o 07:00 mieliśmy -0.2m (mierzone od kila)... Poprzedniego dnia podczas przejmowania łódki było 0.0 i pracownik Adrii powiedział, że jest jakiś mały zapas. Mając -0.2, nie chciałem ryzykować wyjścia. Trzeba było poczekać.

Dzięki takim założeniom zjedliśmy śniadanko jeszcze w porcie oraz zdążyliśmy zrobić grupowe zdjęcie.

Koniec końców, jak poziom wody podskoczył powyżej zera i doszedł do 0.2 (na plusie), to zdecydowaliśmy się na opuszczenie macierzystego portu. Była 08:20.

Po wyjściu z portu skierowaliśmy się wzdłuż brzegu, tak żeby ominąć rutę statkową. Tu okazało się, że jest całkiem sporo sieci i rybaków. Trzeba jednak przyznać, że byli sympatyczni i nie sprawiali problemów. Z jednym nawet sobie pomachaliśmy :) I tu nachodzi mnie refleksja - czy tak nie może być zawsze? Jak im ustępuję i nie włażę w paradę, to niby czemu mieliby mnie ścigać (jak to miało miejsce na Morzu Północnym)?

O 09:35 zostawiamy po lewej stronie Piran, a ponieważ wiatr mamy ciągle w twarz, to nie stawiamy żagielka. Tym bardziej, że musimy manewrować pomiędzy rybakami, a na słabym wietrze to mało wykonywalne.

O 11:45 mijamy wreszcie zaznaczoną rutę, odbijamy w górę na 330. Mamy półwiatr, zatem wreszcie możemy postawić żagielki. Wyłączamy katarynę i robi się przyjemnie na pokładzie. Jest czas na ćwiczenia węzłów, czytanie książki, sen i obiad. Ale cały czas była wykonywana sumienna obserwacja. Nawet wtedy, gdy oko dziobowe zasnęło w czasie pełnienia służby. Ukarać? Ciężko, bo mimo snu, oko miał ciągle otwarte... :)

W ciągu dnia grzało słoneczko, mamy ok 23-25 stopni, zatem było całkiem przyjemnie.

Najciekawszych wrażeń dostarczyła końcówka, czyli podejście do Lignano. Ponieważ wyszliśmy później niż pierwotnie zakładaliśmy, a potem na żaglach osiągaliśmy maksymalnie 5 węzłów (z reguły 4-4.5), to do podejścia zbliżaliśmy się w okolicach 16:00. To niestety oznaczało przeciwny prąd oraz coraz niższą wodę. Stosując się do wskazówek pracownika czarterowni, pilnujemy dalb podejściowych. Z początku głębokość szybko maleje, by zatrzymać się w okolicy 0.3m. Zbliżam się jeszcze trochę do dalb i wzrasta do 1m. Świetnie - myślę sobie. Szybko jednak okazuje się, że radość była przedwczesna, bo znowu zaczęła opadać. Do 0.1m martwię się tylko trochę, na wszelki wypadek jednak zdejmuję nogę z gazu. Jak spadło do 0m, a potem do -0.1m byłem zaniepokojony. Jak doszło do -0.3 już całkiem poważnie. No bo jak duży jest ten zapas? Postanowiłem jednak odsunąć się od dalb. Pomysł okazał się słuszny i skuteczny, bo głębokość zaczęła wzrastać i doszła do 0.5m. Na plusie :)

Z tak podniesioną adrenaliną rozpoczęliśmy wchodzenie do mariny. Miejsce zarezerwowałem jeszcze przez Internet, wiedziałem też, co mam zrobić po przybyciu. Zaparkowaliśmy longside przy pierwszym budynku (w kolorze zielonym, z napisem TRANSIT). Zgłosiłem się na radiu i po chwili był już pracownik, któremu przekazałem papiery od łódki oraz kaucję (15 €) za kartę magnetyczną, dzięki której możemy wejść na teren mariny oraz skorzystać z sanitariatów. Przy okazji - sanitariaty czyste.

Po chwili wsiadł do motorówki i udaliśmy się na postój, tym razem między dalbami. Tu, wspomożeni przez motorówkę zacumowaliśmy. Na koniec patrzę na głębokościomierz... -0.5m...

Potem przyszedł już czas na spacer po mieście, kolację i różne inne sprawy. Także na napisanie tej relacji.

Podsumowując, koszt postoju według cennika powinien wynieść 85 €, ale z niewiadomych przyczyn zapłaciliśmy 75 €.

Więcej o marinie Punta Faro w Lignano na ich stronie: marinapuntafaro.it

d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1 d1

 
Plażowanie
2013-09-09 10:00

Dziś mamy w planie zbliżyć się do Wenecji. Najpierw jednak postanowiliśmy przejść się na plażę. W końcu ponoć to najlepsza plaża na włoskim Adriatyku! Zebraliśmy się i pełni zapału wybraliśmy się nad morze.

Tu nastąpiło totalne rozczarowanie. Przypływ, piach oraz prąd spowodowały, że plaża jest beznadziejna - przynajmniej w moim odczuciu. O snurkowaniu można zapomnieć, choćby dlatego, że nic nie widać. Nawet próbowałem po prostu pływać, ale to też nie wyszło :( Prąd przy brzegu tak duży, że prawie ścina z nóg. Fale tak wysokie, że prawie przewracają, zatem jedyne co mogliśmy, to uprawiać pluskanie, a w ramach "męskich" zabaw nacieraliśmy na fale ;)

Będąc zawiedzionym, muszę podreperować swoje morale i kupuję lody. Nie pierwsze i nie ostatnie...

d2-1000 d2-1000 d2-1000 d2-1000

 
Opuszczamy Lignano
2013-09-09 14:54
GPS: 45.643760 / 13.155150 Zdjęcia w Panoramio

Po rozczarowaniu plażą wybieramy się w dalszą podróż w kierunku Wenecji. Bogatsi o doświadczenia z poprzedniego dnia, informacje od obsługi mariny (min. 40 metrów od dalb podejściowych) oraz ślad na ploterze, bez problemów opuszczamy Lignano i kierujemy się na zachód, kursem 210.

Ciekawostką, ktorą zastaliśmy, był wiatr - silniejszy niż przypuszczaliśmy. Zamiast zapowiadanych w prognozach 5-10 węzłów mieliśmy początkowo 22-23, a jakiś czas później 19 węzłów NW. Sprawdzam ponownie wszystkie dostępne i znane mi prognozy, włącznie z włoskim il meteo, ale wszystkie były zgodne, że aż tak wiać nie będzie. Po chwili analizy obecnych warunków, stanu załogi oraz prognoz na drugą część dnia decyduję, że płyniemy dalej. W końcu nie jest to katastrofa, jedynie wiatr w twarz potęguje wrażenie. Jak się potem miało okazać, decyzja była słuszna.

 
Stawiamy żagle
2013-09-09 16:36
GPS: 45.588450 / 13.073030 Zdjęcia w Panoramio

Płynięcie pod wiatr (przy falach dochodzących co jakiś czas do 1 metra) tylko na silniku, który jeszcze na dodatek nie wydaje się zbyt mocny (robiliśmy 3 węzły), powoduje niejaki spadek chęci życiowych. Łódka jednak zachowuje się dzielnie i bez problemów znosi te "mankamenty".

Słusznie podejrzewając, że fale są spowodowane płytką wodą, odpływamy od brzegu, gdzie jest nieco głębiej. Nieco, bo jak się miało potem okazać, najgłębszym miejscem, które spotkaliśmy na swojej drodze (po włoskiej stronie), był kanał podejściowy do Wenecji :)

Tymczasem wiatr odkręca na południe, dzięki czemu możemy postawić żagle. Na pierwszy ogień idzie genua, wspomagana silnikiem. Taki test zgrania załogi oraz właściwości naszego jachtu. Łatwiej ją postawić, w razie czego zrzucić, wyregulować i obsłużyć. Grotem zajmiemy się później. Małe kroczki :)

W efekcie takiego zabiegu prędkość wzrasta do 4-5 węzłów, czyli idziemy 50% szybciej.

d2-1636 d2-1636

 
Stawiamy grota
2013-09-09 17:50
GPS: 45.552860 / 12.950230 Zdjęcia w Panoramio

Z początkowego wiatru NW, który następnie odkręcił na S zrobił się teraz SSE. Nieco także osłabł, bo ze średnich 19 węzłów zrobiło się teraz 17, a stan morza już nie przekracza 2-ki. Zachęcony wynikami osiągniętymi z genuą postanawiam postawić grota. Decyduję się na 2 ref.

Poszło gładko i na samych żaglach robimy 5.5 do 6 węzłów. Satysfakcjonujący wynik.

Postanawiamy płynąć w ten sposób, delektując się ciszą i rozcinanymi falami. Co nie było dziwne, łódka zachowywała się bardzo przyjemnie i nawet kołysanie nie było już takie straszne.

Tymczasem z tyłu... błyska. Zgodnie z prognozami spodziewamy się burzy, która najwyraźniej nas goni. Chociaż, czy rzeczywiście się jej spodziewamy? W końcu prognozy już nas dziś oszukały...

d2-1750 d2-1750

 
Rozwijamy żagle
2013-09-09 20:12
GPS: 45.491760 / 12.727280 Zdjęcia w Panoramio

Wiatr nieco przycichł, decyduję się zatem na rozwinięcie genui do końca oraz odwinięcie jeszcze trochę grota - tak do pierwszego refa. Chcę zachować kompromis pomiędzy prędkością a komfortem żeglugi, związanym z przechyłem.

Burza cały czas nas goni, co gorsza już błyska za nami (choć jeszcze w oddali). Do celu, który sobie dziś postawiłem mamy jeszcze kawałek. Kierujemy się bowiem do Porto di Piave Vecchia. Jeszcze będąc w Lignano próbuję się z nimi skontaktować, ale bezskutecznie. Próbuję dalej, głównie przy pomocy sekretary i pierwszego "oka", które jest w stanie nawiązać dialog w lokalnym języku. Jak się potem okazało, znajomość angielskiego nie jest powszechna wśród pracowników marin i portów na północnym Adriatyku. Być może wynika to z faktu, że część z nich to kluby żeglarskie, które udostępniają miejsca postojowe tylko, gdy akurat kogoś nie ma.

Koniec końcow udaje się nam potwierdzić gotowość i miejsce w Nautica Dal Vi' (tel +39-0421-971-486).

A tak przy okazji łączności z portem… Nasz 43-ci oficer to luzak, który przyjął zasadę spania w drodze. Nawet gdy warunki były cięższe, to szedł w kimono. Tak było i tym razem, gdy próbowałem się dodzwonić. Tu nie ma miejsca, tam dziś są zamknięci i zapraszają jutro, a gdzie indziej w ogóle nie odbierają telefonu. W końcu, gdy udało mi się skontaktować z Nautica Dal Vi', dostaliśmy przechyłu, którego 43-ci już nie wytrzymał i zleciał z koi, prosto pod stół. Będąc w szoku i jeszcze nie do końca rozumiejąc co się dzieje, zaczął zbierać wszystko co razem z nim pospadało i wkładać gdzie popadnie. W ostatniej chwili zabrałem mu z rąk książkę, którą próbował schować bezpośrednio do kadłuba (w skorupę łajby). Pomogłem mu się pozbierać, ułożyć na nowo poduszki oraz wydałem polecenie służbowe, żeby więcej już nie spadał. Jak się wydało następnego dnia, nie posłuchał i później raz jeszcze powtórzył ten numer.

Przy okazji - zastanawiałem się, co to jest to Piave. Co-skipper odnalazł - to nazwa własna rzeki. Odsyłam do Wikipedi - rzeka Piawa, wł. Piave.

d2-2012 d2-2012 d2-2012 d2-2012 d2-2012 d2-2012 d2-2012

 
cisza przed burzą...
2013-09-09 22:00

Odkręcający wiatr, chmury za nami oraz widoczna burza wreszcie nas dogania. Stopniowo słabnący wiatr nagle spada do 2 węzłów. Wtedy to co-skipper, pełniący wówczas służbę, podejmuje natychmiastową i słuszną decyzję o zwijaniu żagli. Dzięki wcześniejszym treningom oraz zgraniu i przeważającej sile F, sprawnie i szybko pozbywamy się płócien.

Szybka ocena sytuacji, zdecydowanie oraz sprawna praca całej załogi pozwoliła bez szwanku przyjąć uderzenie burzy. W ciągu maksymalnie dwóch minut wiatr wzrósł z 2 do 35 węzłów. My jednak byliśmy już bezpieczni, bez żagli.

Cóż, podsumowując, była to przysłowiowa cisza przed burzą :)

Z kronikarskiego obowiązku dodam tylko, że deszczyk tylko delikatnie pokropił, piorunów nie uświadczyliśmy. Jedynie ten wiatr...

 
Stoimy w Porto di Piave Vecchia, Nautica Dal Vi'
2013-09-09 23:00
GPS: 45.487530 / 12.584550 Zdjęcia w Panoramio

Jak wiatr przyszedł, tak sobie wiał. Łódka jest stabilna, wszyscy poprzypinani w pasach, zatem można się skupić na bezpiecznym wejściu do portu.

Podejście do Porto di Piave Vecchia nie ma ograniczeń pogodowych. Zaleca się uwagę, ale tylko tyle. Zgodnie z locją oraz mapami są światła, zresztą wysoka latarnia od dawna mrugała do nas zachęcająco. Wszyscy, poza 43-oficerem jej wypatrywali. Nawet, jeżeli ktoś odczuwał wcześniej jakieś niedogodności związane z chorobą morską, to teraz przestało mieć to znaczenie.

Choć wiatr przy brzegu niecho przycichł (do ok 22 węzłów), to samo podejście okazało się trudne. Latarnia była, jak być miała, świeciła, jak świecić miała, ale brakowało świateł na falochronie. Pozycji byliśmy pewni, jednak z podejściem byliśmy bardzo ostrożni. Na wszelki wypadek zakomunikowałem, że jeżeli nie uda się wypatrzyć falochronu, to zawracamy na morze i poczekamy aż się rozjaśni.

Wszyscy na pokład i każdy wytęża wzrok ile może. Dwie lornetki, szperacz i każdy inny zmysł, który mógł się przydać był w użyciu. Co-skipper za sterem, krążący na tyle wolno, na ile pogoda pozwalała i na tyle blisko na ile było bezpiecznie. Na szczęście do portu kierowaliśmy się na czas wysokiej wody, więc mieliśmy jej więcej niż mniej, ale trzeba pamiętać, że całe wybrzeże, to jedna wielka, ruchoma mielizna.

Dwa razy już się wydawało, że namierzyliśmy falochron, jednak za każdym razem coś się nie zgadzało. W końcu ustaliliśmy jego pozycję oraz drogę, którą należy obrać, żeby wejść bezpiecznie, nie pozwalając się znieść ani prądowi ani wiatrowi. Gdy minęliśmy falochron, fala uspokoiła się niemal od razu. Pozostał wiatr (coraz słabszy), ale na rzece już nie było ani znaczącego prądu, ani fali. Korzystając cały czas ze szperacza, płynęliśmy w górę rzeki, mijając kolejne porty i zmierzając w stronę umówionego pracownika mariny. Będąc na wysokości Nautica Dal Vi' nasze główne oko i prawa ręka - zwana na tę okoliczność sekretarą - zameldowała naszą obecność. Tam poprzez błyski latarki zostaliśmy skierowani na docelowe miejsce, gdzie wkrótce stanęliśmy.

Sam porcik jest przyzwoity i czysty, a z pryszniców leci ciepła woda. To wystarczyło, by zadowolić dziś każdego.

Zamieszczone zdjęcia pochodzą z poranka następnego dnia, gdy było już coś widać.

Co do świateł na falochronie, to pracownik portu potwierdził, że faktycznie, obecnie świeci tylko latarnia, a falochron już nie jest oświetlony… Szkoda, bo oprócz kamienistej części, widocznej w świetle księżyca (a ledwo dostrzegalnej w świetle stojącej obok latarni), dużo groźniejsze są ciemne pale (lub coś, co je przypomina), niewiele wystające ponad wodę (w każdym razie przy jej wysokim stanie). Na szczęście byliśmy zaopatrzeni zarówno w zdjęcia satelitarne, jak i "z lotu ptaka", więc wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale mimo to brak świateł był bardzo dużym utrudnieniem. A po światłach pozostały jedynie słupki… w szczególności po czerwonym świetle ostał się tylko kikut.

Na zakończenie dnia sprawdziłem głębokość na miejscu postoju. Nic, co by robiło na mnie wrażenie, -0.1/-0.2 :)

Podsumowując dzień, to przepłynęliśmy 31 Mm w czasie 9,5 godzin.

Koszt naszego postoju w/g cennika wynosił (dla 12-metrowej łodzi i 6-cio osobowej załogi) 64 €, jednak po raz kolejny dostaliśmy zniżkę i zapłaciliśmy tylko 50 €.

Więcej o Nautica Dal Vi' można przeczytać na ich stronie www.dalvi.it.

d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300 d2-2300

 
Wenecja!
2013-09-10 14:35
GPS: 45.430070 / 12.364750 Zdjęcia w Panoramio

Dziś przed nami krótka trasa. Zrobiony wczoraj przeskok zapewnił nam dziś komfortową sytuację. Wystarczyło niecałe 15 Mm, by stanąć w Wenecji.

Wprawdzie pracownik mariny próbował nas zniechęcić mówiąc o 5-cio metrowych falach i sugerował płynięcie rzeką i kanałami, ale my byliśmy czujni i nie daliśmy się wpuścić w taki… kanał :)

Po pierwsze - myślał, że płyniemy motorówką, a nie jachtem z masztem, który nie zmieści się pod najbliższym mostem.

Po drugie - te 5-cio metrowe fale to może i były, ale daleko na morzu, a nie wzdłuż wybrzeża.

Koniec końców, jak już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to uznał, że nie ma co trzymać takich szaleńców :) No to popłynęliśmy :)

Z rzeczy, których żałuję, to fakt, iż nie udało się zrealizować planu postoju vis-à-vis placu Św. Marka, w marinie San Griorgio Maggiore. Po prostu nie było wolnego miejsca. Kolejna, do której chciałem się udać, to marina Santelena. Nieco dalej, bez tak ciekawego widoku, za to z możliwością przejścia do centrum.

Sama rezerwacja oraz kontakt odbywał się drogą telefoniczną. Przynajmniej w tej części Adriatyku to podstawowy sposób komunikacji :)

Podczas podejścia nie przeszkadzaliśmy żadnemu innemu statkowi, w szczególności nie musieliśmy uciekać przed żadnym ogromnym wycieczkowcem. Obserwowaliśmy, jak wchodzi, wykręca, ale wszystko z bezpiecznej odległości :)

Na pierwszy rzut oka ruch jest niezorganizowany i może powodować chęć ucieczki. Po chwili jednak widać w tym wszystkim pewien porządek. Owszem, każdy płynie niemal gdzie chce, jednak robi to w wyraźny i przewidywalny sposób, uważając na inne jednostki. Płyniemy zatem sobie z boczku, jedynie samo podejście do Santelena wymaga przecięcia kanału. Jeżeli trzeba, to nas wyminą, przejdą za rufą lub przed dziobem. Tak samo i my. Tak też było. Zero nerwów, mimo, że ruch spory.

Po zacumowaniu poszliśmy "na miasto" :)

Marina Santelena okazała się być najpłytszym miejscem, w którym się znaleźliśmy. Tak jak wszędzie do tej pory, tak i tu sprawdzałem wskazania głębokościomierza. Najniższe, które zanotowałem, wyniosło -0.8m. Nie będąc pewny, czy czasem nie jesteśmy zagrzebani w mule lub czy po prostu nie stoimy na kilu wzięliśmy miernik w postaci drabinki zejściowej do platformy kąpielowej. Uczepiliśmy ją liną i zanurzyliśmy. Gdy oparła się na dnie zaznaczyliśmy poziom na linie i podnieśliśmy w górę. Było prawie 2 metry. Wniosek z tego jest jeden - firma czarterowa postanowiła "pomóc" i wyskalowała głębokościomierz na zapas prawie maksymalnego pływu (te, które tu widziałem, dochodziły do 1 metra). Osobiście wolałbym jednak wiedzieć, że wskazanie jest dokładne, ale uwzględnia co najmniej 0.8 metra zapasu, albo że pokazuje dokładnie tyle, ile jest (a wartość poniżej zera oznacza stanie na kilu). A tak, to z każdym nowym pomiarem traciłem zaufanie do jego wskazań.

Podsumowując dzień, to przepłynęliśmy 14.5 Mm w czasie 3 godzin. Poszło szybko, bo skorzystaliśmy z prądu, który gnał w stronę Wenecji :)

Za postój 12 metrową łodzią z 6-cio osobową załogą zapłaciliśmy 72 €. Kaucja za kartę wejściową na teren mariny wynosi 10 €.

Więcej o marinie Santelena na ich stronie: marinasantelena.com. Tel: +39 041 5301478.

d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3 d3

 
Opuściliśmy Wenecję
2013-09-11 19:05
GPS: 45.419780 / 12.560750 Zdjęcia w Panoramio

Na wyjście z Wenecji zdecydowaliśmy się dosyć późno. Powodem była pogoda, która nie zachęcała do wyjścia w morze oraz prognozy - burze i wichry. Z czasem jednak okazało się, że burza nie przyszła (tylko czasem pokropiło w ciągu dnia). Wiatr wiał, ale i ten przycichł.

Na wyjście zdecydowaliśmy się o 17:00, przy wskazaniach głębokościomierza -0.5m. Podstawowym celem było wydostanie się z Wenecji. A gdzie dotrzemy - to będzie zależało od tego, czym poczęstuje nas Neptun. Najprostsza wersja, to powrót do Wenecji. Wersja dłuższa, to wczorajszy postój, czyli Porto di Piave Vecchia. Są tam dwa miejsca longside, gdzie można stanąć (stacja benzynowa oraz straż przybrzeżna), nawet jeżeli nie będzie miejsca w żadnej marinie. Idąc dalej - Caorle i Marina 4, gdzie już wstępnie zarezerwowałem miejsce.

Morze przywitało nas bardzo łaskawie. Wiatr początkowo wiał z siłą 6 węzłów, by po opuszczeniu podejścia ustabilizować się na 14 węzłach N. Korzystając z odpływu, nawet na samym silniku robiliśmy 5 węzłów.

Gdy Neptun dał nam do zrozumienia, że nie ma wobec nas wrogich zamiarów, postanowiliśmy nieco odpaść i postawić Genuę. Dzięki temu oszczędzamy paliwo i cieszymy się żagielkiem.

d4 d4 d4 d4 d4 d4

 
Dotarliśmy do Caorle!
2013-09-11 23:45
GPS: 45.589750 / 12.855970 Zdjęcia w Panoramio

Gnamy dalej zachęceni przyjazną pogodą. O 19:35 wiatr trochę odkręca, dzięki czemu możemy wyostrzyć, by skierować się dokładnie tam, gdzie zaplanowaliśmy. A ponieważ szliśmy ostro do wiatru, to i był delikatny przechył. Tu warto wspomnieć o jednym z defektów, które zastaliśmy na łódce. Orca V jest wyposażona w dwa zbiorniki wody, połączone ze sobą. Jedna z nakrętek przeciekała, co stwierdziłem już przejmując łódkę, gdy znalazłem wodę w zęzie. Okazało się, że poprzednia naprawa była nieskuteczna, i gdy zbiornik był napełniony w 100% to jakieś 15-20% musiało wyjść przez tę nieszczelność. Dużego problemu z tym nie było, po prostu tankowaliśmy wodę do maksymalnie 70-80%. Wracając do naszego płynięcia… podczas jednej z mojej inspekcji na dole (może robiłem herbatę?) zerkam na wskazanie wody i widzę, że zamiast 80 mamy tylko 40%. Podnoszę materac z koi i widzę wodę wokół nakrętki. No ładnie, straciliśmy połowę baku myślę i z przerażeniem zaglądam do zęzy. Tam na szczęście sucho, zapewne zadziałała pompa. Przynajmniej tyle. 40% problemem nie było, bardziej zmartwił mnie sam fakt i skala wycieku. Koniec opowiastki z wodą jest taki, że gdy w porcie łódka się wyrównała, to i poziom wody wrócił do niemal początkowej wartości 80%. Wniosek z tego, że czujnik był umieszczony w drugim zbiorniku (umieszczonym na drugiej burcie, która akurat była wyżej). A, że zbiorniki były ze sobą połączone i woda się swobodnie przelewała…

O 21:00 wiatr odkręcił na tyle niekorzystnie dla nas, że musieliśmy zrzucić żagle, bo wiało dokładnie w twarz, a nie chcieliśmy nadkładać drogi halsując. Tym bardziej, że przez całą drogę towarzyszy nam burza, wyraźnie widoczna na horyzoncie. Widać zarówno chmury jak i błyskające pioruny. To wszystko jednak było do przewidzenia i zgodne z prognozami, zatem mając na nie baczenie płyneliśmy do przodu.

Żeby poprawić nam humor i rozjaśnić akwen chmury rozstąpiły się i za nami pojawił się piękny, duży księżyc (ściślej, jego połówka). Od razu zrobiło się przyjemniej. Czujne oko zauważyło też w pewnym momencie piękny jacht, płynący daleko za nami na pięknie poświetlonym genakerze lub nawet spinakerze… Chwilę się mu przyglądaliśmy, aż w końcu dotarło do nas, że patrzymy na księżyc, który już w połowie schował się za horyzontem :)

Samo podejście do Caorle nie stanowiło problemu. Światełka działały jak powinny, stan wody wysoki, zatem zachowując czujność ostrożnie mineliśmy główki falochronu. Wchodząc w wrota mariny zadzwoniłem do obsługi, która po chwili czekała na nas i dając sygnał światłem skierowała na docelowe miejsce.

Pogoda zdecydowanie się popsuła, temperatura spadła do 11 stopni. Kto był słabo ubrany przemarzł. Wszyscy dostali odgórnie zarządzoną dawkę fervexa, żeby nie rozłożyć się następnego dnia.

Głębokość w marinie: 0.1m.

Za postój zapłaciliśmy 55 €. Jedynym maknamentem mariny była odległość do łazienek, które jednak były przestronne, czyste oraz z gorącą wodą :)

Podsumowując dzień, to w czasie 7 godzin przepłyneliśmy 26.3 Mm.

Więcej o Marinie 4 można poczytać na ich stronie: marina4.com, tel: +39 0421-260-469.

d4-2345 d4-2345 d4-2345

 
Opuściliśmy Caorle
2013-09-12 13:50
GPS: 45.561520 / 12.945250 Zdjęcia w Panoramio

Caorle opuściliśmy w południe, obierając sobie za cel Portorož. Na tapecie pojawiło się też Grado, ale ostatecznie postanowiłem wracać w okolice Izoli. Jak się potem miało okazać decyzja była słuszna, gdyż zostawiliśmy za sobą brzydką pogodę i prawdopodobnie deszcz.

Minusem podróży (niezależnie od obranego kierunku) była konieczność poruszania się na silniku, gdyż wiatru po prostu nie było (no dobra, był, ale 1 w porywach do 4 węzłów).

d5-1350 d5-1350 d5-1350 d5-1350 d5-1350

 
Kurs na Portorož
2013-09-12 15:40
GPS: 45.549670 / 13.109630 Zdjęcia w Panoramio

Przerwa w relacji z racji problemów z netem i czasem, ale uzupelnię potem.

Teraz krótka notka - kurs na Portorož!

Faktycznie, mieliśmy problemem z internetem, bo wybrany przeze mnie vodafone dał ciała i mimo dwukrotnej wizyty w salonie, nie było nam dane wykorzystać naszych 4GB, które zakupiliśmy :(

Teraz jednak, już na spokojnie, po powrocie, wszystko powolutku uzupełniam.

Obserwacja forever! Tym razem 43 oficer na służbie :)

12-1540 12-1540 12-1540 12-1540

 
Mijamy Seadance
2013-09-12 17:15
GPS: 45.533630 / 13.275180 Zdjęcia w Panoramio

Przecinając tor, którym podróżują duże statki spotykamy ogromny tanker - SEADANCE. Początkowo planowałem przejść mu za rufą, jednak szybko okazało się, że stoi lub porusza się z nieznaczną prędkością. Wtedy zmieniłem zdanie i przeszliśmy mu (bez najmniejszych problemów) przed dziobem. Później, sprawdziłem na marinetraffic jego trasę i okazało się, że faktycznie, osiągał wtedy maksymalnie 6 węzłów. A spodziewałem się jakichś 30-40 :)

d5-1715

 
Portorož
2013-09-12 20:00
GPS: 45.505230 / 13.596130 Zdjęcia w Panoramio

Trasa do Portorož przebiegła bez zakłóceń. 43-ci oficer awansował (dużym skokiem, od razu na 4-tego) z racji dostrzeżenia delfina. Pech chciał, że nikt mu nie uwierzył i jego zawołanie Delfin! wszyscy skwitowali powątpiewaniem i nawet nikomu się nie chciało zwrócić głowy we wskazaną stronę… Dopiero dwukrotne powtórzenie i dodanie Naprawdę, delfin! zadziałało. Faktycznie, był i brykał. Mi jednak nie było dane oglądanie go z bliska, bo akurat byłem pod pokładem. Jak wyszedłem, to zobaczyłem tylko jego płetwę w oddali. Coż, następnym razem. Zdjęć oczywiście nie ma, bo wszystko odbyło się zbyt szybko i nikt nie był przygotowany. Niemniej jednak, fakt awansu warto odnotować.

Później, teraz już 4-ty oficer, próbował tej sztuczki ponownie, wołając, że niby mijamy ogromnego żółwia, ale tego nikt nie potwierdził, stąd awansu nie było.

Do Portorož weszliśmy bez problemu, wszystko wyglądało tak jak mówiła mapa, locja oraz zdjęcia satelitarne. Światła się zgadzały. Na uwagę zasługuje jedynie fakt, że przyzwyczajony do włoskich standardów dzwoniłem do mariny zamiast wołać ich na radiu. Co gorsza, dodzwoniłem się i kilkakrotnie musiałem przekonywać mojego rozmówcę, że właśnie mijamy główki i wchodzimy do portu. Ale od strony morza, a nie samochodem. I nie, nie możemy zaparkować pod budynkiem recepcji. I nie, nie potrzebujemy apartametu…

Koniec końców wywołałem obsługę mariny na VHF 17, gdyż dostrzegłem tabliczkę na pławach wyznaczających kanał podejściowy. Potem poszło już gładko. Staneliśmy longside tuż obok stacji benzynowej. Głębokościomierz pokazywał 1.0m.

Samej marinie w Portorož nie można niczego zarzucić. Restauracje (a w nich i ich okolicy bezpłatne wifi), prysznice, basen i bliskość do miasta jest niewątpliwym atutem. Jednak był to nasz najdroższy postój, bo za 12 metrową łódkę i 6 osób załogi zapłaciliśmy 82.06 €. Gwoli odnotowania, to w marinie znajdziemy miejsca longside, dalby oraz muringi.

Podsumowując dzien, to przepłynęliśmy 33 Mm w czasie 8 godzin.

d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000 d5-2000

 
Portorož
2013-09-12 21:40
GPS: 45.508164 / 13.595401 Zdjęcia w Panoramio

I na koniec dnia kolacja. Np. grilowalna lokalna rybka :)

12-2140

 
Portorož
2013-09-13 10:00

Ostatnie śniadanie przed powrotem do Izoli. A przy kawce mamy towarzysza :)

13-1000

 
Wróciliśmy do Izoli
2013-09-13 13:15
GPS: 45.533750 / 13.651620 Zdjęcia w Panoramio

Droga powrotna do Izoli nie była żadnym wyzwaniem. Ani nawigacyjnym, bo wybraliśmy trasę wzdłuż brzegu, tak, żeby ostatni raz nacieszyć oko widokami. Pogoda dopisywała, stan morza 0, a i wiatru nie było.

Po drodze mijaliśmy Piran i nawet nie wiem, czy nie żałuję, że to nie tu nocowaliśmy. Problemem mogło być miejsce, bo jednak jest to dużo mniejszy porcik, ale… nie wiem i już się nie dowiem.

O 12:40 dotarliśmy do Izoli, gdzie udaliśmy się na stację benzynową i zatankowaliśmy pod korek. Następnie wycofaliśmy się na nasze miejsce. Klar, sprzątanie, mycie łódki i ogólny porządek zabrał jeszcze jakąś godzinkę. A potem już relaksik, wypoczynek, wspominki i takie tam.

Podsumowujac cały wyjazd, to:

  • Przepłyneliśmy 145 Mm w czasie 39 godzin.
  • Zużyliśmy 42.64 litry paliwa na ok. 30 godzin silnika (czasem szliśmy na silniku i żaglach), co daje średnie zużycie ok 1.42 l/h. Przy okazji - dopytałem się co jest nie tak z tym silnikiem. Okazało się, że sam silnik jest ok, i dobrze sądziliśmy, że jego optymalne obroty to ok 1.8k - 2k. Problemem jest sama śruba, która po prostu jest kiepska i mało wydajna jak na tę łódkę. To dlatego zamiast iść 5 węzłów robiliśmy 3, maks 3.5.
  • Najdroższa marina - Portorož
  • Najprzyjemniejsze miejsce - Porto di Piave Vecchia, Nautica Dal Vi' (samo miejsce, nie podejście :))
  • Największe rozczarowanie - plaża w Lignano

d6 d6 d6 d6 d6 d6